O autorze
Warszawianka, studentka Szkoły Głównej Handlowej i pasjonatka kina (szczególnie starego). Fanka Elizabeth Taylor, Joaquina Phoenixa i Martina Scorsese, która lubi w wolnym czasie pisać i czytać książki biograficzne. Kontakt: agakoseska@interia.pl

"The Haunting of Hill House" - koszmar, z którego nie chcesz się budzić

youtube.com
Składająca się z piątki dzieci i szczęśliwych małżonków - rodzina Crainów, przeprowadza się do zniszczonego, opuszczonego domu, zwanego Hill House. Mają spędzić tam tylko kilka miesięcy, odnowić go, a za zysk ze sprzedaży, postawić swój nowy, ostateczny, idealny dom. Szybko dowiadujemy się, że wymarzony dom nigdy nie powstał, a Hill House, odbiło na rodzinie piętno, które mimo sukcesów czy miłości, towarzyszy jej nadal w dorosłym życiu.

"The Haunting of Hill House" oferuje znacznie więcej niż zwykły horror. To serial, który przeraża nie tylko przez siły nadprzyrodzone, czy jak to woli określać jeden z bohaterów siły niepojęte, ale także przyziemne tragedie, jak utrata bliskich czy uzależnienia. Ta zaskakująco poruszająca saga, łączy w sobie elementy gotyckiego horroru i thrillera psychologicznego. Do tego angażuje jak najlepszy dramat - błyskawicznie zakochujemy się w małych szkrabach państwa Crain i z takim oddaniem śledzimy ich losy, że nawet gry wracamy do scen z ich dorosłego życia - a jednocześnie do cieplejszej, bardziej przyjaznej tonacji - nadal mamy zaciśnięty żołądek i odczuwamy na sobie traumę, zagubienie i strach, które im nieprzerwanie towarzyszą. Mamy tu kilka scen, na których można podskoczyć, jednak twórcy sięgają raczej po subtelne straszenie, takie jak ledwo zauważalny zarys postaci gdzieś na drugim planie, a przede wszystkim stawiają na gęste powietrze i poczucie zagrożenia, które często okazuje się być irracjonalne, ale nieustannie męczy nas i nakazuje być w gotowości, gdyby potwory wróciły. Lwią część pracy wykonuje tutaj kamera, która ogrywa postaci na bliskich, klaustrofobicznych planach, nie pozwalając widzowi zorientować się w sytuacji.

Oddzielone o kilkanaście lat historie, są wyjątkowo zgrabnie połączone. Wydarzenia z dzieciństwa mądrze tłumaczą nam motywacje i zachowania dorosłego już rodzeństwa, przez co nie ma efektu czekania, na którąś część fabuły - tak jak wspomnienia i przeżycia z dzieciństwa, nierozerwalnie związane są z życiem dorosłym, tak obie opowieści, dopełniają się, scalają, nie mogą bez siebie istnieć, są tak samo ważne i w obu z takim samym zaciekawieniem czekamy na zakończenie.

Serial ten, zagrany jest momentami w teatralnym stylu i tak też czujemy się, oglądając niektóre z odcinków. Daleko mu do horrorów, do których przyzwyczaiły nas multipleksy. Praca kamery i gra sprawiają, że czujemy się jak na widowni spektaklu, a efekt ten potęgują liczne monologi. Postaci są mocno zarysowane - Theo, która na każdy, możliwy sposób ucieka od uczuć i bliskości, starająca się zachowywać rozsądnie w każdej sytuacji Shirley, tak bardzo racjonalnie, że i śmierć staje się dla niej normalnym, codziennym wydarzeniem, a nie duchowym przeżyciem i ubrana w kwieciste suknie pani Crain, która po domu porusza się w lekki, wręcz taneczny sposób, a i umysłem buja w obłokach, często opowiadając historie ze swojego życia w bajkowy sposób.


Ciężko o recenzję, tego rewelacyjnego dzieła, bez kilku słów o szóstym odcinku, który śmiało zaliczam, do jednego z lepszych, jakie widziałam w serialach w ogóle. "Two Storms" pomimo, że prezentuje dwa różne okresy czasowe, robi wrażenie nakręconego bez żadnych cięć i faktycznie składa się z minimalnej ich ilości - najdłuższe ujęcie ma aż 17 minut. Razem z bohaterami wędrujemy po planie akcji i osi czasu z taką płynnością, że niekiedy potrzebujemy chwili na zorientowanie się, w którym momencie fabuły właśnie się znajdujemy.

"The Haunting of Hill House" to nie tylko utrzymany w starym, eleganckim stylu horror, który w najlepszy możliwy sposób wykorzystuje potencjał starego, dużego domu, ale też przygniatający psychicznie dramat rodzinny, mocno przegadany, ale jednocześnie zaskakujący i trzymający w napięciu. Produkcja jest zadbana i dopieszczona pod każdym względem i pomimo, że skupia się na dialogach, przemyśleniach i refleksjach bohaterów, to ani przez chwilę nie zaniedbuje naszych oczu. Nie zaspokoi konsumującego popcorn i czekającego ze zniecierpliwieniem na wyskakujące, rozwrzeszczane potwory widza, ale gdy uzbroi się w cierpliwość i zanurzy się w tej intymnej opowieści, okazuje się, że serce bije szybciej niż na niejednym dobrym horrorze. Po każdym kolejnym odcinku, coraz zachłanniej łapie się powietrze i docenia ciepłe, wygodne łóżko, w którym właśnie się leży. Koło "The Haunting of Hill House" nie da się przejść obojętnie, bo w serce wprowadza głębokie współczucie dla przeklętej rodzinnie, a w umysł niepokój, że brud, cierpienie i zło, wydostaną się poza ekran, na który spoglądamy.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...