O autorze
Warszawianka, studentka Szkoły Głównej Handlowej i pasjonatka kina (szczególnie starego). Fanka Elizabeth Taylor, Joaquina Phoenixa i Martina Scorsese, która lubi w wolnym czasie pisać i czytać książki biograficzne. Kontakt: agakoseska@interia.pl

Przedmiotowe traktowanie jak nekrofilia według Refna

youtube.com
Tym razem neonowe kolory i brak skrupułów, Refn przeniósł do świata modelingu. Mamy tu zdecydowanie większe skumulowanie piękna - od scenografii po twarze, ale nie dajcie się zwieść, te szczupłe kobietki są nie mniej brutalne od mężczyzn z jego poprzednich produkcji. Mimo starań, "Neon Demon" zostaje daleko w tyle za jego ostatnimi pozycjami jak "Drive" czy "Tylko Bóg Wybacza".

Niewinna, dziewicza i delikatniejsza niż podmuch wiosennego wiatru Jesse, przyjeżdża do Los Angeles, by rozpocząć karierę modelki. Szybko okazuje się, że świat, o którym marzy jest wszystkim, czym ona nie jest, co wcale nie znaczy, że ciężko jest jej się zaaklimatyzować w nowym otoczeniu. Szczególnie gdy uświadamia sobie jak wielką mocą wpływającą na ludzi jest jej uroda.


Trzeba być chorobliwym estetą, żeby spędzić te 2 godziny bez chociaż jednego ziewnięcia. Nawet perwersja i przekraczające granice dobrego smaku sceny, nie sprawiają, że jest to film interesujący. Reżyserowi trzeba przyznać, że przedmiotowego traktowania jeszcze nikt nie pokazał w tak dosłowny i odrażający sposób, jednak ta próba zaszokowania widza i kolejna do znudzenia krytyka świata modelingu, wzbudza raczej politowanie. Jeśli puls przyspiesza, to tylko dzięki transowej muzyce, a nawet markowa gra światłem i nieskazitelne twarze, które miały być mocą filmu, stosunkowo szybko przestają łechtać oczy.

Refn pokazuje świat modelingu z najohydniejszej strony, a wszystko to jest tak samo płytkie, jak pozbawione charakteru modelki z jego produkcji. Ten glamour w wersji mrocznej, aż błaga o więcej treści, żeby mieć co ozdabiać. Wielu reżyserów (w tym Refn) udowodniło już, że można robić filmy z symboliczną ilością dialogów, żółwim tempem akcji i olśniewające wizualnie, a jednocześnie angażujące, dlatego to co tym razem zaserwował, zdecydowanie mi nie wystarcza. Tym razem duński twórca niestety za bardzo popłynął, przez co przez seans przedziera się opornie jak przez głębokie bagno. Da się jakoś z niego wyjść, ale potem buty brudne i człowiek zmęczony - no i po co?
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...