O autorze
Warszawianka, studentka Szkoły Głównej Handlowej i pasjonatka kina (szczególnie starego). Fanka Elizabeth Taylor, Joaquina Phoenixa i Martina Scorsese, która lubi w wolnym czasie pisać i czytać książki biograficzne. Kontakt: agakoseska@interia.pl

Anoreksja kontrolowana - "Aż do kości"

Fot. Lily Collins / youtube.com
Fot. Lily Collins / youtube.com youtube.com
W przeciwieństwie do schizofrenii, depresji czy innych zaburzeń psychicznych, kino nie zachwyca bogactwem produkcji podejmujących temat anoreksji. Netflix, kojarzony przede wszystkim z serialami takimi jak „Narcos” czy „House of Cards” postanowił wypełnić tę lukę. Na co dzień pisząca scenariusze Noxon swój debiutancki film luźno oparła na własnych doświadczeniach z walki z chorobą. Swój ślad na „Aż do kości” odcisnęła też Collins, która przyznaje, że również borykała się z zaburzeniami odżywiania.

Główną zaletą filmu jest fakt, że Noxon uchwyciła nieodpartą potrzebę kontroli i paniczny strach przed przyswojeniem zbyt dużej liczby kalorii, który towarzyszy chorym. Znana z ekranizacji młodzieżowego fantasy „Miasto kości” czy uroczego „Love, Rosie” Lily Collins, przez utratę wagi do roli (ale także świetne aktorstwo) momentami naprawdę przeraża, choć film ostatecznie nie przygniata emocjonalnie widza. Pomimo, że nawet na sekundę nie zapominamy o głównym problemie, to produkcja utrzymana jest w klimacie filmów młodzieżowych, dlatego nie do końca może służyć jako lekcja dla naszego społeczeństwa, dla którego anoreksja nadal jest chorobą niezrozumianą. Jej nazwy używa się do opisania (czy nawet zaatakowania) osób chudych, które często sylwetkę zawdzięczają genom, sposobowi odżywiania czy świetnemu metabolizmowi, a przecież chudość jest skutkiem tej choroby, a nie chorobą samą w sobie.

Noxon przyznaje, że przez jej zaangażowanie, był moment gdy płakała kierując pracą na planie. Myślę, że co wrażliwsi widzowie również uronią łzę, szczególnie poruszająca jest jedna ze scen rozmowy między matką, a córką - bardzo intymna i wyjątkowa. Mimo wielu zalet seans nie jest w stu procentach satysfakcjonujący. Części postaci niestety brakuje głębi, trochę za mało tu mroku, który spoliczkował by widza przypominając, że anoreksja to choroba śmiertelna i odnosi się wrażenie, że Noxon za bardzo chciała by był to film zbalansowany, a nie przerażający widza. Sporo tu humoru, dawkowane są wstrząsające wydarzenia, no i ten nieco płytki, umieszczony jakby z obowiązku wątek miłosny. Jednak mimo, że momentami za dużo tu typowego, amerykańskiego kina, po produkcję warto sięgnąć. Dobrze, że powstał taki film, Collins wreszcie pokazała się z innej, jeszcze lepszej strony, a całość zostawia może niewielki, ale odcisk na psychice widza.
Trwa ładowanie komentarzy...